wtorek, 5 marca 2019

Niezwykła kotka #1

Dzień zaczął się tak jak każdy inny. Dostałem śniadanie, a kiedy je zjadłem, mogłem wyjść na dwór. Był 19 listopada, wtorek, świeciło słońce i było dość ciepło. Wiatr powiewał moje futerko. Położyłem się na trawie i czekałem. Niedługo ujrzałem czarnego kota z niebieskimi jak błękit nieba oczami, posiadał niebieską obrożę z tabliczką, na której były napisane niezbędne informacje. Jego państwo mówili, że, jeśli się zgubi i ktoś go znajdzie, to dzięki tej tabliczce będzie mógł odnaleźć jego właścicieli. Ten kot najwidoczniej próbował przejść przez płot, aby dostać się do mojego podwórka.
-Max? - spytałem.
Próbowałem się nie zaśmiać, lecz nie wyszło mi to, zacząłem się śmiać. Max spoglądał na mnie.
-Może przestaniesz się śmiać i pomożesz mi? - zapytał.
Przestałem się śmiać i pomogłem mu.
-Dzięki - rzekł.
-Nie ma za co.
-Więc, co robimy?
-Może... - mówiąc to, spoglądałem na niego.
Wyglądało na to, że Max nie ma bladego pojęcia, o co mi chodzi. Po chwili dotknąłem go i krzyknąłem ,,Berek!" i zacząłem uciekać. Teraz rozumiał, o co mi chodzi. Zaczął mnie gonić. Bawiliśmy się tak z godzinę, potem nam się to znudziło. Usiedliśmy na ławce i zaczęliśmy rozmawiać. Nagle, usłyszeliśmy jakiś dźwięk dochodzący z krzaków. Momentalnie tam skierował się nasz wzrok. Byliśmy trochę wystraszeni, ale przełamaliśmy się.
-Kto tam!? - krzyknąłem.
Nikt nie odpowiedział.
-Lepiej wyjdź, bo inaczej sam tam podejdę, a wtedy nie będzie tak miło - powiedział Max.
Wyglądało na to, że osoba, która tam się kryła, wystraszyła się i postanowiła wyjść. Ku naszemu zdziwieniu z krzaków wyszła biała kotka z lewym czarnym uchem, na prawym miała czarne małe serduszko, czarne końcówki łap oraz czarny koniuszek ogona. Miała piękne blado różowe oczy. Na szyi posiadała różową obrożę z dzwoneczkiem. Wyglądała po prostu niezwykle. Patrzyliśmy się na nią ze zdziwieniem.
-Witajcie - powiedziała do nas.
-Witaj - odpowiedzieliśmy razem.
-Jestem Wika, a wy?
-Ja jestem Alex.
-A ja Max.
-Jak się tu znalazłaś? - spytałem.
-Nigdy cię tu nie widzieliśmy - dopowiedział Max.
-Od wczoraj mieszkam tam. - mówiąc to wskazywała na swój dom.
Max i ja byliśmy zdziwieni. W tym domu mieszkał Brutus - duży brązowy pies z zielonymi oczami. Każdy kot się go boi. Koty opowiadały, że jedna kotka o imieniu Socks weszła na jego podwórko i wróciła po kilku minutach z wieloma ranami. Jakby było tego mało, mieszkają tam państwo Smith, którzy nie cierpią kotów. ,,Jak to jest możliwe, że tam mieszka?" pomyślałem.
-A co z Brutusem oraz państwem Smith, słyszałem, że nienawidzą kotów? - zapytałem nagle.
-Najpierw, kim jest Brutus? - spytała zaskoczona.
-To taki duży pies - odpowiedział Max.
-Nie było żadnego psa.
Po raz kolejny byliśmy zdziwieni. Kotka cicho się zaśmiała.
-A co do moich właścicieli, nie wyglądali na ludzi, którzy nie lubią kotów. Gdyby tacy byli, to pewnie mnie by tu teraz nie było, czyż nie?
Zastanowiliśmy się, może państwo Smith się zmienili, ale tak nagle? Nie wiedzieliśmy co o tym myśleć, więc zaczęliśmy rozmawiać o czymś innym. Po dłuższej rozmowie usłyszeliśmy wołanie.
-Muszę iść, moi państwo mnie wołają - rzekła Wika.
-Do zobaczenia - powiedzieliśmy równocześnie.
-Pa!
Kiedy to powiedziała, przeszła przez płot i pobiegła do swojego domu. Robiło się już ciemno, więc postanowiliśmy, że lepiej, abyśmy również poszli do swoich domów. Pożegnaliśmy się. W domu czekał już na mnie obiad. Właścicieli nie było. ,,Pewnie poszli na te swoje zakupy" pomyślałem. Gdy najadłem się, pomknąłem do swojego posłania, zwinąłem się w kłębek i po chwili usnąłem.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 Mam nadzieję, że spodobało się wam. :) Przepraszam, że taka krótka, obiecuję, że druga część będzie dłuższa! Kolejna część ,,Niezwykłej Kotki" będzie w piątek lub w sobotę!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz